Aplikacje webowe budujemy jako warstwę wykonawczą automatyzacji: formularz, który uruchamia przepływ, panel, w którym człowiek zatwierdza decyzję, i podgląd, w którym klient widzi status bez dzwonienia.
Zgłoszenie nie trafia na skrzynkę, żeby ktoś je przepisał. Wpada od razu do przepływu: z walidacją, przypisaniem, załącznikami i wpisem w systemie. Formularz jest pierwszym krokiem automatyzacji, nie pustym mailem.
Wybór usługi, terminu i osoby po stronie klienta, kalendarz i potwierdzenia po stronie firmy. Ten sam kalendarz, z którego korzysta agent głosowy — jeden terminarz, dwa kanały zapisu.
Automatyzacja robi swoje, ale gdzieś trzeba zatwierdzić, poprawić i zdecydować. Panel pokazuje to, co wymaga człowieka, i pozwala odesłać decyzję z powrotem do przepływu jednym kliknięciem.
Status sprawy, historia zamówień, dokumenty do pobrania. Wszędzie tam, gdzie dziś klient dzwoni z pytaniem „na jakim to jest etapie” — a ktoś musi to sprawdzić i odpisać.
Ile zgłoszeń przeszło, ile się zatrzymało i na czym. Bez tego automatyzacja jest czarną skrzynką, której nikt nie ufa — a po pierwszym cichym błędzie wraca się do ręcznej roboty.
Szybka, dobrze zaindeksowana, z widżetem agenta i formularzem wpiętym w przepływ. Nie sama wizytówka, ale najszerszy lej, którym zapytania wchodzą do systemu.
Strona gabinetu chiropraktyki z wbudowanym systemem rezerwacji: wybór usługi, terminu i lekarza bez telefonu do recepcji. Efektem nie jest wizytówka, a automatyzacja przyjmowania pacjentów — recepcja przestała być wąskim gardłem.
Interfejs nad naszym workflow pozyskiwania danych o firmach: wybieracie branżę i miasto, a panel oddaje gotową listę z odsianymi duplikatami. Ta sama aplikacja jest ekranem, przez który obsługujemy automatyzację, której używamy u siebie codziennie.
Nasz domyślny wybór: dobre wyniki wydajnościowe, poprawna indeksacja w wyszukiwarkach i wygodna rozbudowa, gdy z jednego formularza robi się panel z kilkoma rolami.
Aplikacja rozmawia z przepływami przez API i webhooki — w obie strony. Zgłoszenie rusza automatyzację, a jej wynik wraca na ekran bez ręcznego odświeżania arkusza.
Jeśli chcecie sami edytować treści, wpinamy panel. Jeśli strona zmienia się dwa razy w roku, nie dokładamy narzędzia, które trzeba utrzymywać.
Zrobimy, ale powiemy wprost: sama strona rzadko zmienia coś w liczbach. Najtaniej wychodzi zbudować ją od razu z formularzem wpiętym w przepływ i widżetem agenta — różnica w koszcie jest niewielka, a strona zaczyna wtedy pracować, nie tylko wyglądać.
Wyceniamy indywidualnie po rozmowie o procesie — zakres bywa bardzo różny, od jednej ścieżki z formularzem po panel z rolami i kilkoma integracjami. Wycenę z opisanym zakresem i harmonogramem dostajecie przed rozpoczęciem prac.
Jedna dopracowana ścieżka to zwykle kwestia tygodni, panel z integracjami i rolami — dłużej. Harmonogram z kamieniami milowymi ustalamy przed startem, a postępy pokazujemy co tydzień.
Zwykle nie i nie do tego ją budujemy. Ma być cienką warstwą nad tym, czego już używacie: wprowadzać dane do Waszych systemów i pokazywać to, co z nich wychodzi. Budowanie drugiego CRM-u to najdroższa droga do tego samego efektu.
Tak, jeśli tego potrzebujecie — wtedy wpinamy panel do edycji i szkolimy Was z obsługi przy przekazaniu. Jeśli treści zmieniają się rzadko, uczciwiej jest nie dokładać narzędzia, które trzeba utrzymywać.
Tak. Przy przekazaniu oddajemy wszystkie dostępy — domenę, hosting, repozytorium — oraz dokumentację techniczną. Nie budujemy zależności od nas jako modelu biznesowego.
Podstawową konfigurację techniczną — metadane, mapę strony, dane strukturalne, poprawną strukturę nagłówków — wdrażamy w ramach projektu. Szersze działania SEO wykraczają poza budowę aplikacji, ale możemy o nich porozmawiać.
Zaznaczcie, czego ma dotyczyć rozmowa, i wybierzcie termin — oddzwaniamy o wskazanej godzinie. Wycenę przygotowujemy dopiero wtedy, gdy znamy realny zakres pracy.